Śląski Rzym

Zdzisław Zaranek

>> Strona główna

 

 

 
>> Lilium
>> Herb i barwy Nysy
>> O herbie miasta - Św. Jan Chrzciciel
>> Lilie i Św. Jan Chrzciciel
>> Zapomniany herb
>> Nyska perła
>> Śląski Rzym
>> Trzy lilie
>> Nysa nieznana
>> Pokrewne łącza
>> Kontakt

Stwierdzenie - dawna Nysa nie istnieje - jest sformułowaniem w pełni zasadnym. Pytaniem podstawowym pozostaje pytanie, kto i dlaczego zniszczył miasto? Jakie czynniki miały wpływ na starcie z map perły śląskich miast? Kto i w jakim stopniu przyczynił się do jego unicestwienia? mapa zniszczeń Nysy

Straty wynikłe z działań bojowych, prowadzonych o zdobycie miasta, oceniano jako zniszczenia nieznaczne aczkolwiek bardzo dotkliwe. Przedstawiona mapka wskazuje jednak na bardzo rozległy obszar jego spustoszenia. Kolorem czerwonym zaznaczono zniszczone dzielnice miasta. Zaznaczone strefy są udokumentowane i traktowane jako minimum. Rzeczywiste zniszczenia są według ustaleń bardziej rozległe.zdobywcy przed Domem Wagi

Najsłynniejsze zdjęcie wykonane w historii Nysy. Zdjęcie to po czterdziestu pięciu latach znalazło swoje miejsce w świadomości wielu mieszkańców miasta, poddając tym samym w wątpliwość głoszone jedyne słuszne prawdy, związane z jego historią najnowszą. Zdjęcie to jednak, jak można by oczekiwać, nie spowodowało kroków, mogących przyczynić się do jej poznania. Stawia natomiast nowe pytania, które pozostają nadal bez odpowiedzi. makieta

 

 

 

Makieta nowej dzielnicy

Okres pierwszej połowy dwudziestego wieku jest czasem dynamicznego rozwoju i modernizacji miasta. Mimo ogólnoświatowego kryzysu rośnie jego zasobność. Rozwija się szczególnie budownictwo mieszkaniowe. Powstają nowe dzielnice miasta i tereny willowe na obszarach dawniej zajętych przez system umocnień obronnych. Miasto zyskuje nowe oblicze, gdzie zabytkowe budowle renesansu, baroku, secesji współistnieją z nowoczesnymi wizjami architektów pierwszej połowy dwudziestego wieku. NysaNysa

 

 

Nowa dzielnica Nysy dzisiejsza ul.Mariacka

 

 

teart

Powstaje nowy szpital, poczta, remiza straży pożarnej i wiele innych obiektów, niezbędnych do funkcjonowania nowoczesnego miasta. Intensywnie modernizowana jest sieć telekomunikacyjna. Stale rośnie liczba jej abonentów. Rozwijana jest sieć kolejowa, powstaje duży węzeł komunikacyjny z rozbudowanym zapleczem naprawy taboru kolejowego. Rozbudowana zostaje infrastruktura tego środka transportu. Obok dworca głównego funkcjonują trzy dworce osobowe połączeń lokalnych.

 
Sala teatru w Nysie

Miasto uzyskuje połączenie lotnicze z powstałego nieopodal lotniska. Jest to początkowo lotnisko cywilne, które z czasem przekształcone  zostało w lotnisko wojskowe . Budowane są nowoczesne koszary wojskowe na ulicy Grodkowskiej i Otmuchowskiej, przewidziane dla nowoczesnych jednostek zmotoryzowanych.

Można jedynie zauważyć, że tak dynamicznemu rozwojowi miasta nie towarzyszy równie intensywny rozwój przemysłowy. Ciągle są to te same zakłady przemysłowe, które powstały na przełomie wieku oraz małe fabryczki i warsztaty rzemieślnicze. Funkcjonowały w tym czasie następujące zakłady: Odlewnia Żeliwa i Zakład Budowy Maszyn (Neisser Eisengiesserei und Maschinenbauanstalt Nema), założona w 1872 r. Specjalizacją Nemy była produkcja obrabiarek dla przemysłu ciężkiego. W 1884 r. obok Nemy wyrósł z zakładu rzemieślniczego „Weigelwerk A.G.”, produkujący aparaturę dla przemysłu rolno-spożywczego, maszyny rolnicze, generatory gazowe i grzewcze. Ostatnią, powstałą w 1901 r. na tym terenie, była fabryka (od roku 1911) „Strauch und Schmidt”. Specjalizowała się ona w produkcji aparatów destylacyjnych i instalacji centralnego ogrzewania. W tym rejonie funkcjonował również duży browar. Działały też palarnia kawy, olejarnia, fabryka świec, fabryka farmaceutyków, pralnia, fabryka pierników, fabryka cukierków, wytwórnia wody sodowej oraz kilka innych drobnych zakładów.

Na tle dynamicznego rozwoju miasta ta dziedzina wypada bardzo skromnie. Nysa, według spisu z roku 1939, liczyła czterdzieści tysięcy mieszkańców. Miasto posiadało silnie rozwiniętą sieć kolejową, a dworce osobowe tej sieci, mogły przyjąć znaczną liczbę przyjezdnych. Było to miasto nowoczesne, bogate zasobnością swoich mieszczan. Jednocześnie aglomeracja z niejasną sytuacją zatrudnienia tak licznej rzeszy jego mieszkańców i przyjezdnych. Istniejące fabryki były liczącymi się w przemyśle regionu, ale nie wywierały wpływu na oblicze miasta.

Taki obraz pokazuje, że wiedza o mieście tego okresu jest jednak bardzo skromna. Istniejący materiał fotograficzny pozwala jedynie na fragmentaryczne poznanie wyglądu miasta. Umożliwia on wyłącznie ocenę jego architektonicznego charakteru.Nysa Stare Miasto

Powodem tego jest zapewne armia i to ona właśnie jest prawdopodobnym źródłem tak znacznego ograniczenia dostępu do dokumentacji fotograficznej, jak również powodem braku innych materiałów źródłowych, związanych z miastem. Nadal jest to bowiem miasto silnie związane z wojskowością. Rola miasta z wojskowego punktu widzenia zawsze była znacząca.

 

Nysa rynek widok z lotu ptaka

Nysa w tym czasie musiała posiadać istotne atuty, skoro ulokowano w niej Dowództwo Grupy Armii Południe. Dowództwo, przygotowujące i kierujące działaniami wojennymi początku drugiej wojny światowej. Grupa Armii Południe to główne i największe zgrupowanie uderzeniowe w wojnie przeciwko Polsce we wrześniu 1939 roku. W Nysie znajdowało się centrum dowodzenia tego zgrupowania. Znajdowały się tu  również ośrodki szkolenia, nie tyle związane z potrzebami nowoczesnego pola walki, co z procesem szkolenia agentów wywiadu i dywersji. Wyszkoleni w nyskim ośrodku dywersanci działali na zapleczu Armii Kraków w pamiętnym wrześniu. W rejonie Nysy, jak i w samym mieście, ulokowano największe magazyny zaplecza frontu południowego.

Mimo militarnego oblicza miasta tak pierwsza, jak i druga wojna światowa toczy się z dala od jego granic. Leży ono bowiem na uboczu, poza pasami głównych kierunków strategicznych toczonych działań wojennych. Zdać by się mogło, że sztabowcy nie mają świadomości istnienia dawnej Pruskiej Twierdzy. Jaki jest zatem, mimo tak korzystnego położenia, nyski bilans zakończonego dramatu drugiej wojny światowej?

Jednym z pierwszych zadań do wykonania, po objęciu władzy przez administrację polską, było przystąpienie do oszacowania strat w zabudowie miasta. Dokonano go na podstawie ocalałej dokumentacji. Ocenie podlegał jedynie majątek, będący własnością miasta Nysy. Wielkość strat przedstawiono w sporządzonych sprawozdaniach. I tak na przykład: kompletnie zniszczone zostały  Dom Miejski, Rynek nr. 4 oraz  budynki administracyjne  przy ul. Siemiradzkiego 3 i Królowej Jadwigi 6, 8. W dawnej szkole ewangelickiej przy ul. Orkana zniszczenia szkoły i hali gimnastycznej oszacowano na 60 procent. Na 75 procent oszacowano zniszczenia kamienic w bloku śródrynkowym Rynek51, 52, 53, kamienic przy ul. Sukienniczej 10, i 12 oraz dla starego ratusza mieszczącego się w kamienicy  Rynek 50. Taką samą wartością siedemdziesięciu pięciu procent określono zniszczenie wieży ratuszowej i budynku policji przy ul. Królowej Jadwigi. Dwa budynki administracyjne będące własnością miasta przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej 1-2 nie odniosły większych uszkodzeń. Uszkodzone zostały w stopniu znacznym: budynek Pałacu Biskupiego oraz obiekty jego dworu, Dom Starej Wagi w Rynku, budynek Muzeum Regionalnego i Teatru Miejskiego. W 85 procentach zniszczona została kamienica przy ul. Sukienniczej 2, mieszcząca Bibliotekę Miejską. Gimnazjum przy ul. Brackiej 3 zostało zniszczone w 75 procentach. Według sprawozdań nieznaczne uszkodzenia odniosły budynki Wyższego Liceum i Szkoły Handlowej przy ul. Chopina 22-24 oraz Szkoła Podstawowa nr 1 przy ul. Bohaterów Warszawy. Ocalała hala gimnastyczna, będąca własnością tej szkoły. Ocalały dawne budynki pojezuickie: kolegium z 1680 r., i gimnazjum z 1725 r. Niewielkie uszkodzenia odniosły szkoły przy ul. Piotra Skargi, (nr 5), Krawieckiej (nr 3), Słowiańskiej, oraz dwie w dzielnicy Górna Wieś. Stan szkół pozwolił od września 1945 r. rozpocząć naukę w szkołach 7 klasowych, nr 1 przy  Bohaterów Warszawy 7, nr 2 ul. Św. Piotra, nr 3 ul. Krawieckiej 6. Natomiast prawie całkowicie zniszczone zostały szkoły przy Placu Kościelnym 5 i ul. Garncarskiej. Spłonęło najstarsze Seminarium św. Anny z 1657 r. z pojezuickiego zespołu przy Rynku Solnym. Z innych budynków publicznych uszkodzony został szpital miejski przy ul. Bohaterów Warszawy. Stosunkowo niewielkie uszkodzenia odniosła Komenda Zawodowej Straży Pożarnej przy ul. Chopina 26/28. Nieznaczne uszkodzenia zanotowano w remizach straży pożarnej, mieszczącej się na ul. Słowiańskiej oraz w dzielnicach Górna, Średnia i Dolna Wieś.

kolegiataW bardzo złym stanie pozostały dwa najstarsze nyskie kościoły: św. Barbary oraz św. Jakuba i Agnieszki. W kościele św. Barbary, pochodzącym z XIV w. spłonął bowiem dach. W kolegiacie pod wezwaniem św. Jakuba i Agnieszki całkowitemu spaleniu uległ dach nad głównym korpusem kościoła. Sklepienia, które przebudowywano w XIX w. wykazywały w lewej bocznej nawie pęknięcia. Na sklepieniach zalegał gruz ze spalonego pokrycia łupkowego dachu.

Kolegiata św. Jakuba i Agnieszki

Obawiano się, że na skutek nadmiernego obciążenia i zawilgocenia sklepienie to może się zawalić. Ponadto górna część szczytu kościoła od strony głównego wejścia, pochodząca z XVI w., była zniszczona, a żelazne kotwy i ścięgna, wiążące mury naw zostały obluzowane. Pojawiły się pęknięcia muru zewnętrznego przy schodach na dach. Odchylenia od pionu wykazywały filary. Spaleniu uległ dach nad kaplicami bocznymi z prawej strony. Wnętrza kilku kaplic strony prawej oraz kaplice obok chóru były spalone. Spaleniu uległ dach nad babtysterium i mały chór z lewej strony kościoła. We wnętrzu kościoła uległy spaleniu organy, chór gotycki wyższy i niższy renesansowy oraz ławki w nawie głównej. Na stojącej obok kościoła 40 metrowej dzwonnicy spłonął dach.

Ocalał natomiast, bez większych uszkodzeń, klasztor Felicjanek, znajdujący się obok kościoła św. Jakuba i Agnieszki. Ocalał kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP z 1692 r. i położony naprzeciwko kościoła Wniebowzięcia dom opieki ss. Elżbietanek z XX w. Ocalała również druga barokowa świątynia miasta - kościół św. Piotra i Pawła przy ul. Brackiej wraz z dawnym klasztorem Bożogrobców. Zachował się też mały kościółek Zwiastowania NMP, nazywany szkolnym,  przy ul. Celnej. Na Wyspie Młyńskiej, naprzeciwko młyna przy ul. Mostowej, zachował się neogotycki ewangelicki kościół garnizonowy z 1888 r. W dzielnicy Radoszyn, na ul. Głowackiego, uszkodzeniu uległ kościół św. Dominika z 1788 r. oraz kościół św. Krzyża (1633), usytuowany przy Cmentarzu Jerozolimskim. W dzielnicy Zawodzie zachował się kościół św. Franciszka wraz z klasztorem pokapucyńskim z 1660 r., położony przy ul. Bramy Grodkowskiej. W dzielnicach Podzamcze i Święty Roch zachowały się obiekty przy Alei Wojska Polskiego, kościół św. Elżbiety wraz z klasztorem Franciszkanów (1913), kościół św. Rocha (1653), kaplica ewangelicka (1826) oraz kościół Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych (1805). Na Górnej Wsi ocalał klasztor św. Krzyża (o.o. Werbistów) z kościołem Matki Boskiej Bolesnej (1907), a na Średniej Wsi kościół św. Jana Chrzciciela (1770).

Jak oceniono duże straty poniosło miasto w substancji mieszkaniowej. Na dzień 29 listopada 1945 r. na ogólną liczbę 2 350 domów, do zamieszkania nadawało się 870. Dalszych 215 nadawało się tylko częściowo, a 1 625 domów było bądź zniszczonych zupełnie, bądź nie nadawało się do zamieszkania w chwili sporządzania raportu. Ogólnie ówczesne straty w zabudowie miejskiej wyszacowano na 70 do 80 % zniszczeń w Śródmieściu i 40 procent w dzielnicach podmiejskich. Przedstawiano i taki obraz zniszczeń miasta:

  • 756 budynków uległo zniszczeniu od 1-25 %,
  • 386 budynków uległo zniszczeniu od 25-50 %,
  • 1011 budynków uległo zniszczeniu od 50-85 %,
  • 182 budynki uległy zniszczeniu w 100 %

Najwięcej zniszczeń zanotowano w Śródmieściu gdzie znajdowały się najcenniejsze obiekty zabytkowe. Przed wojną jak wynika z zachowanej dokumentacji liczba zabytkowych domów wynosiła 436. Ustalono, że w tej liczbie, było 49 kamienic renesansowych i 15 barokowych, 193 domów z lat 1784 -1850 oraz 60 domów z drugiej połowy XIX wieku.

W dniu 7 listopada 1945 r. sporządzono dokument, w którym stwierdzono, że w przypadku 50 domów zabytkowych można określić czas ich powstania. Było więc 6 kamienic renesansowych, 17 kamienic z XVIII wieku i 27 z wieku XIX. W przypadku 219 szczytów kamienic jedynie pięć z nich znajdowało się w nieuszkodzonych domach z XVI, XVII, XVIII wieku.

Do odbudowy miasta włączył się czynnie ówczesny kierownik Pracowni Konserwacji Zabytków inż. Kramarczyk, proponując szereg rozwiązań. Między innymi na łamach „Biuletynu Historii Sztuki”, inż. Kramarczyk zaproponował, aby tym samym przyśpieszyć i jednocześnie obniżyć koszty odbudowy zabytkowych domów, - by łączyć je w 2 lub 3 przy jednoczesnym usunięciu dobudowanych w XIX i XX wieku oficyn. Propozycje konserwatora nie spotkały się jednak z zainteresowaniem ówczesnych władz miasta.

Działania wojenne nie zakończyły procesu niszczenia miasta. Proces ten trwa nadal by swój finał znaleźć parę lat później. Dnia 22 lipca 1945 r. miasto ponosi kolejną stratę runął bowiem szereg szczytów zabytkowych kamienic w Rynku, na Placu Kościuszki i przy ul. Grodzkiej. Dnia 19 listopada 1945 r., mimo zastrzeżeń i protestów konserwatora, Zarząd Miejski wyburzył w Rynku kilka ścian zabytkowych domów z XVI-XVIII w. Niszczenie, mimo protestów, wznowiono 27 listopada. Interweniował w sprawie ratowania ocalałych zabytków ówczesny wicewojewoda śląsko-dąbrowski, Arka Bożek. Dopiero z jego polecenia nastąpiło przerwanie tego procesuu. Ponadto polecił on zamknięcie zagrożonych ulic dla ruchu kołowego i pieszego oraz skierowania go na inne ulice. Zalecił też opracowanie programu odbudowy Śródmieścia w porozumieniu z konserwatorem zabytków, a także przeprowadzenie dochodzenia w sprawie bezprawnych wyburzeń.

Z opowieści pierwszych mieszkańców Nysy wynika, że proceder ten był nagminny. Opowiadali oni, że robotnicy wysyłani byli nocą w miejsca uprzednio wybrane w celu usunięcia podpór zabezpieczających uszkodzone budowle, by w ten sposób ,,umożliwić czynnikom naturalnym skuteczniejszy wpływ na ich stan”. Nie tylko,, bardzo silny wiatr” był wrogiem miasta Zniszczenia dopełniały pożary, których w samym tylko 1946 roku odnotowano 31. Sugerowano, że sprawcami tych pożarów byli szabrownicy i dywersanci.

Podpaleń, w odniesieniu do złodziei (szabrowników), wykluczyć nie można. Są one prawdopodobne, tylko czy ich celem byłoby zacieranie w ten sposób śladów swej obecności? Czy zatem do,, pracy” udawali się oni wyposażeni w odpowiednie środki i materiały łatwo palne? Ukraść i jak najszybciej oddalić się z miejsca przestępstwa. Zatroszczyć się o możliwość bezpiecznego wywozu zrabowanych dóbr, co nie było łatwe, z racji istnienia posterunków służby bezpieczeństwa i milicji na drogach wylotowych z miasta. To istotniejsze problemy do rozwiązania. Nie wydaje się zatem, by to oni byli ich jedynymi sprawcami. Szaber był na terenie miasta procederem nagminnym, sposobem na budowanie dostatniejszego jutra. Jak na takie wyjaśnienie to pożarów zatem było zbyt mało.

Rabunek miasta rozpoczął się wraz z wkroczeniem do zdobytego miasta wojsk radzieckich. To, czego nie wywieziono w tym okresie, stało się łupem następców. Od chwili uruchomienia komunikacji do miasta przybywali przedstawiciele i pełnomocnicy z innych miast w celu ,,zabezpieczenia” lub ,,odzyskania” utraconych dóbr. Franciszek Szymiczek bibliotekarz, przedstawiciel wojewody śląsko-dąbrowskiego, towarzysza generała Aleksandra Zawadzkiego, w poszukiwaniu zbiorów penetrował miasto i okoliczne miejscowości. Efektem tej działalności było wywiezienie z Nysy, za zgodą władz lokalnych, znalezionych księgozbiorów. Wywożono z Nysy dzieła sztuki i wszystko to, co miało wartość artystyczną lub techniczną. Kosztem Nysy inne miasta rozwiązywały swe problemy związane z uruchamianą własna infrastrukturą. Swoistą konkurencją w tej dziedzinie okazali się złodzieje nazywani szabrownikami. Byli zapewne mniej skuteczni, ale czterdzieści kilogramów srebra, znalezione u ujętego przez milicję, musi zastanawiać.

Wśród oskarżanych pojawiają się również dywersanci z Werhwolfu. Jednoznacznego stanowiska i tu trudno szukać. Jeśli przyjąć podawaną w sprawozdaniach skalę zniszczeń, to tak szabrownicy jak i dywersanci niewiele mieli do podpalania. Zadaniem dywersji są działania terrorystyczne, szeroko rozumiane. Należy spodziewać się ich ukierunkowania na niszczenie szczególnie istotnych dla miasta takich jego składników jak zakłady przemysłowe, gazownie, wodociągi, elektrownie i tym podobne. Ataki na dzielnice mieszkaniowe i skupiska ludzkie. Co zatem w tamtych dniach mieli niszczyć?  Przemysł, którego nie było? Zniszczone niezasiedlone domy - ruiny? By zrozumieć skalę osiemdziesięcioprocentowego zniszczenia miasta, wystarczy stanąć na nyskim rynku i wymazać z obrazu zabudowę, wzniesioną w okresie powojennym. Pozostaje pustynia. Albo  zawarte dane w sprawozdaniach są nieprawdziwe, albo prawda tamtych dni jest inna. Mając na uwadze wspomniane dochodzenie, sprokurowane przez wicewojewodę, trudno oprzeć się wrażeniu, że kto inny jest inspiratorem tych zdarzeń.

Na początku roku 1948 zakończono ponowną ocenę szkód wojennych, powstałych w zabudowie całego miasta. W dniu 1 stycznia na 2 429 budynków mieszkalnych 872 były całkowicie lub częściowo zniszczonych, a 519 niezamieszkałych, lecz nadających się do odremontowania. Natomiast w tym samym czasie dziennikarz „Nowin Opolskich” informował, że wykorzystać można było jeszcze 450 wypalonych domów liczących ogółem 3 500 mieszkań, mających po 3 pomieszczenia. Przeszło połowę z tego (1717) nadawało się do remontu niewielkim kosztem. Odbudowa ich pozwoliłaby osadzić w Nysie dalszych 10 tys. osób. Do odbudowy natomiast nie nadawały się 394 domy.

Przemysł stanowi o obliczu miasta i o jego rozwoju. Jest to, więc jeden z ważnych czynników miastotwórczych. By miasto mogło funkcjonować należało dać napływającej ludności pracę. Ta mogła być zaoferowana w przemyśle istniejącym w obrębie miasta Zdecydowana większość zakładów i to tych najważniejszych była położona przy szosie wylotowej w kierunku południowo wschodnim w pewnej odległości od Śródmieścia. Koniec wojny przyniósł zniszczenie tych zakładów w różnym stopniu. Po zdobyciu miasta 24 marca 1945 r. zakłady obsadzone zostały przez żołnierzy Armii Czerwonej. Z rozkazu komendantury wojennej i przez jej specjalistyczne pododdziały zakłady pozbawione zostały maszyn urządzeń i zgromadzonych surowców. Innymi słowy pozbawione zostały wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość i nadawało się do wywiezienia.

Administracja polska przejęła zakłady 1 sierpnia 1945 r. Przejęte obiekty fabryczne nie były zdolne do podjęcie natychmiastowej produkcji. Najbardziej zniszczona była „Nema”. Jej budynki i hale fabryczne zostały zniszczone w 50 procentach. Zniszczone były zakłady Weigla. W gruzach legła hala produkcyjna wydziału montażowego i kotłownia. W lepszym stanie zachował się „Strauch und Schmidt”, jednak pozbawiony był maszyn. Ocalała także sprawna bocznica kolejowa. Browar przy ul. Piłsudskiego 47 pozostał z widocznymi śladami po demontażu wyposażenia (wybite ściany) i kompletnym brakiem maszyn.

O pozostałych niewielkich zakładach, na terenie miasta raportowano w sprawozdaniu z dnia 29 listopada 1945 r.

  • Palarnia Kawy przy ul. Słowiańskiej – brak maszyn,

  • Olejarnia przy ul. Krasińskiego 26 - maszyny zdekompletowane,

  • Fabryka świec przy ul. Słowiańskiej 13 – brak pasów,

  • Fabryka farmaceutyków przy ul. Słowiańskiej 43 – brak maszyn i pasów,

  • Pralnia na ul. Grodkowskiej 9 – brak części maszyn,

  • Fabryka pierników przy Alei Wojska Polskiego 9 – budynek zniszczony, maszyny zdekompletowane,

  • Fabryka cukierków na ul. Prudnickiej 14 – budynek zniszczony, maszyny zepsute,

  • Fabryka Wody Sodowej na ul. Wyspiańskiego 9 – maszyny zdekompletowane.

Jak wynika ze sprawozdań zniszczenia były dotkliwe szczególnie w zabudowie zabytkowej. Niemniej należy poddać w wątpliwość ich rzetelność oraz oceny w nich zawarte. 80 procentowy wymiar zniszczeń oznacza w praktyce całkowite zniszczenie miasta. Odbudowa zniszczonej substancji miejskiej w takiej skali poddaje w wątpliwość jej sens. Określana wielkość pozostaje natomiast w jawnej sprzeczności z komentarzem zawartym w ,,Nowinach Opolskich” oraz w innych dokumentach i sprawozdaniach. Na rzetelność ocen rzuca równocześnie światło incydent z 19 XI 1945roku.

Uruchomienie niezbędnych miastu obiektów takich jak elektrownia, wodociągi łączność świadczy również o skali zniszczeń. Warto, więc przypomnieć, że energię elektryczną miasto otrzymało 28 V 1945 r. jako pierwsze z miast regionu W maju tego samego roku czynne były już poczta, telegraf, kolej, bank. Do końca 1945 r. rozpoczęły pracę fabryka pierników, palarnia kawy, fabryka świec oraz podjęły produkcję Zakłady Metalowe późniejszy Z.U.P. Rozpoczęły pracę tartak, młyn, warsztaty rzemieślnicze i jak czytamy w dokumentach - 250 sklepów. Jak na tak zniszczone miasto to dane te muszą zastanawiać. By porównać i ocenić dotychczas przedstawianą w literaturze przedmiotu skalę dewastacji warto zacytować ocenę procentowych zniszczeń dla poszczególnych miast w innych dokumentach. Zniszczenia przykładowo w ,,Głuchołazach określono na 25 procent, w Paczkowie na 15procent, w Nysie na 55%”. Sprawozdanie z 15 XII 1954 r. Miejskiego Zarządu Architektoniczno-Budowlanego: ,,straty w centrum miasta, gdy chodzi o zabudowę zwartą sięgały 82 procent, zaś w zabudowie luźnej - 75 procent. Należy zwrócić uwagę na podane wartości zniszczeń dotyczących Nysy.

Straty materialne, po dokonaniu ścisłej inwentaryzacji w 1945 r. wynosiły 41 148 000 złotych w złocie (wg kursu z 1939 r.) Z tego przypadło na budynki państwowe 1 313 000 zł, samorządowe 5 931 000 zł, wojska 7 954 000 zł i prywatne 25 950 000 zł ”.

Pojawia się, więc pytanie, która wartość jest wartością prawdziwą? Biorąc pod uwagę działania bojowe stron podane wartości osiemdziesięciu procent zniszczeń poczynionych w substancji miasta wydają się mało prawdopodobne. Selektywność sporządzanych sprawozdań nie daje podstaw do prawidłowej i pełnej oceny stanu miasta, po jego przejęciu przez administrację polską. A co za tym idzie, ich wartość dla sporządzenia wyceny w okresie późniejszym jest niewystarczająca Są mało wiarygodne. Jest jednocześnie niemożliwym jednoznaczne określenie kryteriów, według których dokonywano szacowań zniszczeń wojennych. Przykładowo dom z uszkodzonym dachem, brakiem instalacji elektrycznej i brakiem instalacji centralnego ogrzewania wyszacowano na obiekt zniszczony w 45 %. Tego typu zniszczenia wskazują na ich prawdopodobne zaistnienie w wyniku działań komendantury wojennej bądź są one wynikiem braku należytej opieki nad przejętym majątkiem przez nową administrację. Mogą być jednocześnie efektem świadomych działań czynników oficjalnych zezwalających na dewastację.

Na taki stosunek do przejętego majątku przez administrację polską miała zapewne wpływ sytuacja polityczna. Zakończenie wojny i brak jednoznacznych decyzji o granicach spowodował na tym terenie konflikt między stroną Polską a Czeską. Strona Czeska zgłaszała pretensje do całej Kotliny Kłodzkiej, wysuwając jednocześnie żądania przyłączenia ziem dawnego Księstwa Nyskiego. Strona polska jeszcze w roku 1946 rozważała możliwość oddania, między innymi, Głuchołaz w zamian za Zaolzie. Pewne unormowanie sytuacji nastąpiło dopiero w roku 1947 , po podpisaniu układu o wzajemnej pomocy i przyjaźni. Jednak dopiero w roku 1958 podpisano umowę o ostatecznym przebiegu granicy. Szerzej temat ten porusza dr Paweł Szymkowicz w swej pracy, poświęconej temu zagadnieniu.

Wynikająca z politycznych przesłanek niepewność i tymczasowość stały się zapewne udziałem ówczesnych decydentów na tym terenie. Mogły one mieć wpływ na jakość podejmowanych decyzji. Mając powyższe na uwadze, można postawić tezę, że odbudowa miasta w tym czasie nie była sprawą najistotniejszą, a uzyskanie wysokiego wskaźnika zniszczeń, wynikającego z rabunkowej gospodarki, mogło w przyszłości być pomocne przy uzyskaniu wyższej sumy reparacji wojennych. Nie można jednocześnie wykluczyć braku kompetencji lub występowania tych czynników razem. Brak jest bowiem innych przesłanek dla wytłumaczenia treści sprawozdań.

W grudniu 1945 roku w mieście mieszkało około 13 700 mieszkańców, z czego około 5000 stanowili przybyli tu osadnicy narodowości polskiej.

Zarząd Miejski w Nysie do roku 1950 polecił rozebranie dziewiętnastowiecznych kamienic czynszowych na ulicach: Piastowska – Bema – Kolejowa - Drzymały i częściowo uporządkował ten teren oraz polecił rozebrać niektóre obiekty, znajdujące się w innych częściach miasta. Tak skromny zakres wykonanych prac wynikał z ograniczonych zasobów ludzkich, przebywających na terenie miejskim zwłaszcza po wysiedleniu z niego ludności niemieckiej.

W podsumowaniu pierwszego okresu sprawowania władzy przez nową administrację zauważyć należy dokument z dnia 27 IV 1950r., w którym Zarząd Miejski stwierdził, iż na terenie miasta Nysy nie ma budynków nadających się do rozbiórki. Jednocześnie dodać należy, że ówczesny Zarząd widział możliwość odbudowy śródmieścia i w perspektywie czasu nosił się z takim zamiarem

Nowy okres dla miasta rozpoczyna reforma administracyjna w wyniku, której Nysa ma nowego ,,opiekuna”. Powołany zostaje na mapie administracyjnej kraju nowy twór - województwo opolskie. Można było żywić nadzieję na powrót Nysy pod skrzydła piastowskiego orła książąt wrocławskich, jako że to tam sięgają historyczne korzenie miasta. Natomiast złoty orzeł w błękitnym polu tarczy nigdy nie był związany z Ziemią Nyską, gdyż granicą między nimi była Przesieka Śląska. Powrót w granice administracyjne z okresu pruskiego - Regencji Opolskiej okazał się być dla miasta Nysy największą katastrofą w jego historii.

Procederowi niszczenia miasta poświęcił swą pracę Tomasz Foltyn, którą zatytułował ,,Zniszczenie Zabytkowego Śródmieścia Nysy”. Przedstawił  w niej mechanizmy i klimat tamtych tragicznych dla miasta dni. Oto fragmenty pracy godnej uwagi i szerszej popularyzacji, przybliżającej młodemu pokoleniu historię najnowszą ich miasta. Praca ta jest jednocześnie głosem obalającym mity nie tylko nyskiej propagandy. Jest jednym z głosów, ukazujących prawdziwe oblicze władz państwa robotników i chłopów władz PRL.

"Przyjeżdżających do Nysy i oglądających jej śródmieście, a zwłaszcza Rynek, uderza fakt, iż jest on otoczony budynkami mającymi wyłącznie powojenną metrykę. To samo dotyczy także położonych obok Rynku ulic. Sam Rynek sprawia wrażenie ogromnego i przestronnego placu, który tylko w niewielkim stopniu wypełniają ocalałe z przeszłości obiekty, do których należy Stara Waga i 5 sąsiadujących z nią kamieniczek. Powstaje zatem wrażenie, że śródmieście nawiedził jakiś kataklizm, który spowodował totalne zniszczenie wszystkich przedwojennych lub starszych budynków mieszkalnych. Dostępne opracowania i publikacje prasowe przedstawiają obecny stan zabudowy centrum Nysy jako efekt zniszczeń, dokonanych w końcowym etapie II wojny światowej w czasie walk o miasto. Głównym celem niniejszego artykułu jest weryfikacja tej oceny i przedstawienie faktycznych sprawców powstania tego "przestronnego placu".

Sprawa usunięcia gruzów i rozbiórki domów nie nadających się do odbudowy była problemem wszystkich zniszczonych przez wojnę miast. Inną kwestią był problem odzysku cegieł z rozbiórki tych domów, aby je wykorzystać ponownie do budowy nowych bądź odbudowy innych mniej zniszczonych obiektów. Na ziemiach odzyskanych ustalił się proceder, że cegły te nie zostawały na miejscu, lecz wywożono je do innych miast, zwłaszcza do Warszawy. Różni pełnomocnicy do spraw odbudowy jeździli po całej północnej i zachodniej Polsce zachęcając miejscowe prezydia i miejskie rady narodowe do typowania budynków do rozbiórki oraz podejmowania zobowiązań dostarczenia (zgodnie z hasłem "Cały naród odbudowuje stolicę"), jak największej liczby cegieł na odbudowę Warszawy i inne obiekty planu 5-letniego.

Do roku 1950 Zarząd Miejski w Nysie zdążył rozebrać i częściowo uporządkować teren po dziewiętnastowiecznych kamienicach czynszowych w kwartale ulic: Piastowska – Bema – Kolejowa - Drzymały oraz pojedyncze obiekty w różnych częściach miasta. W dniu 27 IV 1950 r.. Zarząd Miejski stwierdził, iż na terenie miasta Nysy nie ma budynków nadających się do rozbiórki 1. Istniejący wówczas ogromny kompleks wypalonych kamienic w śródmieściu planowano odbudować i ówcześnie nikt nie myślał, żeby je wszystkie przeznaczyć do rozbiórki2.

Równo rok później do Nysy, gdzie rządziły już nowe władze (Prezydium Miejskiej Rady Narodowej - MRN), przyjechał z Warszawy pełnomocnik Urzędu Akcji Robót Rozbiórkowych. Po rozmowach z nim władze Nysy 10 IV 1951 r. zobowiązały się dostarczyć na odbudowę kraju do końca roku 2250 tys. sztuk cegły rozbiórkowej 3. Dla ówczesnych władz miasta była to szansa pozbycia się ruin, pełnomocnik płacił, bowiem za każdą cegłę. Z perspektywy czasu, i to dość krótkiego, okazało się to kiepskim interesem. Pełnomocnik płacił, bowiem za same cegły, których sprzedaż pokrywała koszty robocizny i dawała niewielki zysk, ale bez uwzględnienia kosztów wywozu gruzów. Później okazało się, że cegły wywożono masowo (191 wagonów do polowy 1951 r.), a gruz pozostawał tworząc ogromne hałdy. Pod koniec 1951 r. (29 IX) na wniosek pełnomocnika powołano Komisję Budowlaną dla przeprowadzenia inwentaryzacji budynków dotąd niezamieszkanych, w celu ustalenia z jednej strony programu odbudowy, a z drugiej rozbiórkę zdewastowanych i nie nadających się do odbudowy. Chodziło również o oddanie jak najwięcej odzyskanych materiałów na odbudowę kraju. Jak się wkrótce okazało termin "zdewastowany" rozciągnięto też na domy nadające się do odbudowy 4. Prezydium MRN w dniu 23 X 1951 r. zatwierdziło wykaz inwentaryzacji budynków. Do odbudowy przeznaczono 160 budynków niezamieszkałych, do rozbiórki zaś 326. Planowany odzysk cegły miał wynieść 9640 tys.: sztuk cegły oraz 4325 tys. sztuk cegły innego formatu 5. Do dnia l XII 1951 r. z rozbiórek uzyskano 2547,3 tys. sztuk cegły całej (wobec planowanych 2250 tys.). Z tego 2197 tys. wysłano, a dla miejscowych jednostek budowlanych przekazano 2890 tys. sztuk. Wywieziono też 7345 m 3 gruzu (w tym pozostałości z 1950 r.). Uprzątnięto tereny przy ul.: Bema – Kolejowa - 5600 m 3 gruzu, Zjednoczenia - 585 m3, Rynku - 435 m3, Chopina - 184 m 3, Mariacka - Prudnicka - 476 m3. Ponadto zakład oczyszczania miasta wywiózł 1950 m 3 gruzu 6.

Pełnomocnik Urzędu Akcji Robót Rozbiórkowych na 1952 r. dla Nysy zaplanował uzysk aż 15 mln cegieł. Wiązało się to ze zwiększeniem zatrudnienia i w tym celu planowano wyremontować hotel przy ul. Chopina dla nowych robotników 7. Z części dochodu uzyskanego z rozbiórek Prezydium MRN wyremontowało budynki administracyjne przy ul. Curie-Skłodowskiej l i 2 8. Dnia 10 I 1952 r. Prezydium zawarło umowę z pełnomocnikiem Akcji Robót Rozbiórkowych na dostawę 10 mln cegieł (widocznie plany pełnomocnika na 15 mln cegieł były nierealne).

Na terenie miasta rozbiórkami zajmował się Miejski Oddział Rozbiórkowo-Porządkowy utworzony 11 I 1952 r. pod kierownictwem inż. Opary. Prace rozpoczęto 1 lutego i do 31 marca uzyskał on 626 924 sztuk cegły całej, 41 tys. kg żelaza i 100 kg złomu żeliwnego 9. Aby nadążyć z wykonaniem planu, zaczęto typować całe kwartały ulic do rozbiórki. Ze sprawozdania z 20 V 1952 r. dowiedzieć się można o wytypowaniu do rozbiórki kamienic czynszowych w kwartale ulic: Drzymały – Marcinkowskiego – Warszawska - Krakowska, gdzie później miał być urządzony zieleniec. Z l m3 muru przeciętnie uzyskiwano 250 sztuk cegły zdrowej i zdatnej do ponownego użytku, jeśli oczywiście mur był rozbierany ręcznie. Przy burzeniu uzyskiwało się tylko 160 sztuk cegły 10.

W pogoni za zdrową i łatwą do uzyskania cegłą Miejski Oddział Rozbiórkowo-Porządkowy wobec braku fachowego nadzoru, zabrał się za budynki do rozbiórki nieprzewidziane. O sytuacji, jaką zastano 12 i 15 IX 1952 r. informuje sprawozdanie po inspekcyjne. Zaplanowany do odbudowy w planie 6-letnim budynek byłego magistratu (Rynek) został poważnie osłabiony przez wyburzenie ścian działowych. Groził ponoć zawaleniem, czego jednak nie stwierdzono. Podobnie Miejski Oddział poczynał sobie na sąsiednich ulicach: Celna – Miarki – Wolności - Piastowska. Rozbierano tam ściany działowe osłabiając ich konstrukcję i zwiększając ryzyko zawalenia, przy czym żaden z budynków nie był tam typowany do rozbiórki. Przy ul. Miarki miały być rozbierane tylko oficyny i 3 domy, rozbierano zaś domy przeznaczone do remontu. Przy ul. Celnej, gdzie ustalono plan rozbiórek nic się nie działo, oprócz robót wyrywkowych i nieplanowych (Celna 60,62). Na ul. Bielawskiej budynki miały być wyburzone tylko do pierwszego piętra, zamurować miano otwory okienne, aby gruz pozostał w środku. Rozebrano natomiast jeden budynek o dobrej cegle aż do fundamentów, osłabiając przez to ściany sąsiednich budynków. Na ul. Kramarskiej rozbierane były budynki nie objęte akcją rozbiórkową. Budynek na rogu ul. Piastowskiej i Wolności nie został rozebrany, mimo że groziło mu zawalenie (widoczne były pęknięcia i porysowane ściany nośne). W okolicach starej komendy policji w Rynku stwierdzono porozbierane wewnętrzne ściany. Brak ich spowodował powychylanie się ścian zewnętrznych, groziło to zawaleniem (np. przy silnym wietrze - na co zapewne liczono).

Komisja postawiła zarzuty bezplanowego prowadzenia robót. Typowy przykład - na rogu Kolejowej i Marcinkawskiego grupa robotników wyburzyła ściany działowe linami i górne ściany zewnętrzne narożne. Prace tam prowadzone przerwano. Balkonów przy tych ścianach nie podstemplowano, toteż w nocy na skutek ich ciążenia ściany zewnętrzne runęły samoczynnie rwąc przewody elektryczne i pozbawiając prądu część miasta. W przedsiębiorstwie brak było fachowego nadzoru, zaś pracownicy przedsiębiorstw prowadzących rozbiórki na terenie miasta wysypywali gruz do piwnic budynków przeznaczonych do remontu 11.

Mimo braku planu i nadzoru, który pilnowałby, aby nie rozbierano budynków przeznaczonych do remontu, Miejskiemu Oddziałowi nie udało się wypełnić wyśrubowanej normy 10 mln sztuk cegieł. W efekcie, czego obniżono ją do 4 mln. Obniżenie planu tłumaczono brakiem siły roboczej. Do końca grudnia 1952 r. Miejski Oddział Rozbiórkowo-Porządkowy uzyskał: 4527, l tys. sztuk cegły całej, 5844,5 m3 ułamkowej, 3650 sztuk dachówki, 19054,53 kgzłomu żelaznego, 11 m 3 kamienia budowlanego, 50 m 2 posadzki, 75,32 m 3 drzewa opałowego. W magazynie stwierdzono 4285,5 tys. sztuk cegły całej (wobec 4527,1 tys.). Między innymi przez tę niegospodarność Oddział popadł w długi - 4257,5 tys. sztuk cegły wysłano, na użytek własny zostawiono 18 tys. oraz 10 tys. tzw. cegły pruskiej 12.

W roku 1953 Oddział, zatem wchodził z długami. Przez pierwsze półrocze niewiele się zmieniło. W sprawozdaniu z działalności Miejskiego Oddziału Rozbiórkowo-Porządkowego odnotowano, że z powodu złej organizacji (zbyt duży personel biurowy, brak sprzętu, słaby dozór techniczny lub jego całkowity brak) został on zadłużony na sumę 400 tys. zł. Ponadto Oddziałowi skradziono 48,9 tys. sztuk cegły całej. Zrobiły to inne przedsiębiorstwa prowadzące rozbiórki na tym samym terenie. Na skutek braku zabezpieczenia, bądź nie zbycia, przez okres jesienno zimowy zniszczeniu uległo 400 m 3 cegły ułamkowej. W ciągu pół roku (od 1 I do 15 VI) Oddział uzyskał z rozbiórki 2419,7 tys. sztuk cegły całej i 321 m 3 ułamkowej. Na wysypisko wywieziono 380 m 3 gruzu. Akcji odgruzowywania prowadzono w 5 miejscach 13. Prezydium MRN nadal miało zastrzeżenia, co do sposobu działalności Oddziału. Dnia 23 VI 1953 r. w protokole po lustracyjnym zaznaczono, że jest zła organizacja, robotnicy rozbierając budynki, nie sprzątają po sobie gruzu i zasypują nim chodniki, złom nie jest odstawiany do punktu skupu, cegła ułamkowa niszczy się i nie jest sprzedawana, z powodu braku nadzoru technicznego rozbiera się budynki przewidziane do remontu l4. Zastrzeżenia Prezydium pozostały bez echa. Ogółem za cały rok 1953 Oddział uzyskał 6 298 650 sztuk cegły całej (cały odzysk przekazano na odbudowę stolicy) oraz 8873,5 m 3 cegły ułamkowej (przekazano 8498,5 m 3). Uporządkowano 2500 m 2 powierzchni po ruinach 15. Usunięto gruz z ulic: Moniuszki, Prudnickiej, Piastowskiej, Drzymały i Kolejowej.

W styczniu 1954 r. śródmieście odwiedził Leszek Prorok, dziennikarz z Wrocławia. Swoje wrażenia opisał w artykule Nysa wstaje z ruin: "Nysa wita ciszą ruin Śródmieścia - stwierdził ze zdziwieniem - Powierzchnia ulic za Bramą Wrocławską czerwienieje od pyłu rozgniecionej cegły. Z boku jak kulisy teatralne sterczą wypalone mury domów. Terkot wozów i stukot kopyt końskich rozlega się tu rzadko, lecz głośniej niż gdzie indziej, błądzi w pustkowiurumowisk i wraca zwielokrotnionym echem"16.

Cytat ten dobrze oddaje klimat panujący w mieście. Rynek i okolice były wymarłe. Całe, bowiem centrum przesunęło się na ul. Bohaterów Warszawy, gdzie znajdowały się najważniejsze urzędy.

W czasie, gdy dziennikarz oddawał artykuł do druku, Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej (PWRN) w Opolu zwołał na 16 I 1954 r. komisję, aby wytypowała w Nysie nowy kompleks kamienic do rozbiórki. Ofiarą żądań PWRN padają ulice: Celna, Rynek Garncarski, Tkacka, Krzywoustego. Warszawa, na 1954 r. wyznaczyła dla Nysy kontyngent 12 mln sztuk cegły rozbiórkowej 17. Miejski Oddział Rozbiórkowo-Porządkowy między l I a 30 VI 1954 r. uzyskał i przekazał do Warszawy 1676,3 tys. sztuk cegły całej i 47818 tys. ułamkowej 18. Rozbierano czworobok budynków przy ul. Piastowskiej - Bema-Kolejowej - Drzymały, a po czerwcu zaczęto wyburzać szczyty kamienic na ul. Celnej 19. Odgruzowywano też ruiny ratusza. Rosnąca ilość nie wywiezionego gruzu stała się dla miasta poważnym problemem. Wywożenie go na wysypisko poza miasto było problematyczne wobec braku transportu, dlatego 3 III 1955 r. Prezydium dla składowania gruzu oraz śmieci wyznaczyło 0,65 ha naturalnego obniżenia terenu za stacją kolejową. Dnia 16 IV 1955 r. podjęto uchwałę o usunięciu gruzu z rogu ulic:, Sobieskieg – Celna - 120 m 3, Rynek – Bracka - 20 m 3, Wrocławska - Siemiradzkiego - 10m 3, Tkacka - Grodzka 3 m 3 (razem 153 m 3) 20. Ponadto planowano dalej odgruzowywać Rynek, tereny przy stacji kolejowej i plac przy ul. Sucharskiego. Razem do wywiezienia było, ok. 20 tys. m 3 gruzu21.

Jesienią 1955 r. w "Dzienniku Ustaw" ukazało się zarządzenie nr 666, dotyczące usunięcia ze wszystkich miast gruzów i ruin będących wymownym śladem minionej wojny. Prace przy usuwaniu ruin miały podlegać specjalnemu nadzorowi konserwatorskiemu, a żadnego zabytku nie wolno było ruszać bez zgody samego ministra 22. Kierując się zapewne tymi wytycznymi architekt miejski i kierownik Miejskiego Oddziału Rozbiórkowego inż. Opara 8 XI 1955 r. wytypował 39 domów do rozbiórki. Na sesji MRN (15 XI) radny Kanicki zaś nalegał na rozebranie neogotyckiego kościoła garnizonowego na Wyspie Młyńskiej. Według niego kościół nie nadawał się do wykorzystania jako magazyn i ponoć groził zawaleniem. Aby przyspieszyć jego rozbiórkę proponował nawet zorganizować czyn społeczny 22.

Sposób walki z wypalonymi budynkami według relacji Pawła Jasienicy był następujący: w śródmieściu na rozmaite luźno stojące ściany i fasady zarzucano liny i zwalano je na ziemię. Potem do pracy przystępowali ludzie z materiałami wybuchowymi. Dynamit poradził sobie z narożnikami i trudniejszymi partiami starych murów, spulchniał też wielkie zwały gruzu, przygotowując je do następnego etapu.

Na przełomie 1955-1956 r. po śródmieściu zaczęły jeździć spychacze. Cegły, ułamki kamiennych obramień, to wszystko gromadzono, a potem ładowano na ciężarówki i wywożono za miasto. Najcięższe złomy z murów wędrowały do piwnic, co stawiało pod znakiem zapytania perspektywę budowy nowych domów na tak "uporządkowanym" terenie. W efekcie tej akcji przestały istnieć ściany frontowe wąskich, kupieckich uliczek przy Wrocławskiej, Biskupiej, Kramarskiej. Zwalono nawet zabytkowe fasady obiektów, wcześniej za ciężkie pieniądze zabezpieczone w latach 1947-1949 przy ul. Biskupa Jarosława, czy Rynku 1-20. Taki sam los spotkał 8 kamiennych portali uratowanych wcześniej od zagłady. Każdy z tych portali można było wyjąć z ruin; zabezpieczyć, przechować i wbudować gdzieś indziej. W ten sposób wyrzucono w błoto 0,5 mln zł, toteż sprawa trafiła do prokuratora24.

Działające w Nysie przedsiębiorstwa rozbiórkowe miały swój własny interes niszcząc zdrowe, zdatne do odbudowy budynki. Uprawiały bowiem spekulacje, ograniczając się do wybierania tylko dobrej cegły 25. Kiedy zabrakło już cegły w dzielnicach nie będących zabytkowymi, rozbierano od tyłu ściany działowe i wewnętrzne partie historycznych obiektów. Zabytkowe elewacje waliły się wtedy same, jak mówiono "od wiatru" 26. Wypłata premii była, bowiem związana z przekroczeniem narzuconego przez Warszawę planu, toteż wszyscy pracownicy łącznie z dyrekcją [szwagier architekta miejskiego inżyniera (zwolnionego za brak kwalifikacji i nadużycia finansowe przy "akcji rozbiórkowej"), także mąż przewodniczącej MRN oraz żona sekretarza - brygadzistka przy robotach rozbiórkowych] byli zainteresowani, aby jak najwięcej cegły wyjechało z miasta. Według dziennikarzy Ryszarda Ergetowskiego i Kazimierza Kopaczyńskiego w kwietniu 1945 r. w Nysie było 455 budynków wypalonych, 7 zburzonych zupełnie i 82 zachowane. Podczas wizyty w kwietniu 1955 r. stwierdzili, że rozebrano 358 budynków, 28 było całkowicie zdewastowanych, 19 zabezpieczono, a 9 było w odbudowie. Zamieszkałych było tylko 98 budynków. Ustalili oni ponadto, że 76 budynków nie ujętych w ewidencji zniknęło bez śladu. Inny dziennikarz Stanisław, Grzelecki spotkał się z tym, że po tanią nyską cegłę przyjeżdżały chłopskie wozy z krakowskiego czy rzeszowskiego. Znane zaś zabytki, jak Dom Starej Wagi, były odbudowywane sposobem gospodarczym, zgodnie z nyskimi kwalifikacjami wykonawców i kierownictwa, (co prawda za 0,5 mln, a nie za 3 mln zł). W latach 1952-1957 odbudowano w Nysie tylko 13 zabytkowych kamienic. Tak niskie były nakłady na ten cel. Ponadto bezmyślnie podnoszono koszty odbudowy. Ministerstwo Kultury i Sztuki oddawało odbudowane kamienice w stanie surowym. Dalsze prace przejmowała Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych z Opola. Ta miała jednak swoje normy, do których nie pasowały szesnasto- i siedemnastowieczne kamienice. Burzono, więc ścianki, przebijano w nowych miejscach drzwi itp., np. dom przy ul. Brackiej 16 ma komin w najniższej części dachu, a nie w środku kamienicy27.

Miejski Oddział Rozbiórkowo-Porządkowy za 1955 r. uzyskał 1833,6 tys. sztuk cegły całej, 4065 tys. ułamkowej. Sprzedał 98 503 kg żelaza użytkowego, 42,9 tys. sztuk dachówek, 46 m 3 drewna opałowego, 1220 sztuk cegły szamotowej, 54 tys. kg kamienia budowlanego. Warto zaznaczyć, że Odział nie był jedynym przedsiębiorstwem rozbierającym budynki. Toteż obraz jest niepełny, gdyż nie wiadomo, jakie inne przedsiębiorstwa rozbiórkowe działały na terenie miasta i jakimi wykazywały się one wynikami. Akta Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Nysie nie zawierają takich informacji 28.

Konserwatorzy próbujący ocalić zabytki byli w różny sposób szykanowani. W Olsztyńskiem, gdy próbowali ratować kościoły-pomawiano ich o klerykalizm. W rzeszowskim z ust wiceprzewodniczącej Wojewódzkiej Rady Narodowej, konserwator i przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Sztuki usłyszeli, że "właściwie wszystkie zabytki są [ ... ] warte. Należy zostawić 2-3 perły, a z reszty postawić chlewnie i gospodarstwa rolne" 29. Materiały budowlane mieszczące się w zabytkach kusiły rozmaitych ekonomistów różnego autoramentu. Według Pawła Jasienicy, na mocy rozporządzenia Ministerstwa Gospodarki Komunalnej, Nysa miała dostarczyć 150 tys. sztuk cegły rozbiórkowej miesięcznie. Potem normę podwyższono do 225 tys. sztuk. Wraz z cegłą rozwleczono po kraju grzyb, który potem niszczył liczne budowle w stolicy i poza nią 30.

W dniu 13 VI 1956 r. odbyło się w Nysie zebranie zwołane przez Centralny Zarząd Muzeów przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Zebranie było reakcją na artykuł Pawła Jasienicy z 10 czerwca zamieszczony w "Nowej Kulturze", w którym autor opisał zmarnowanie zainwestowanych dotychczas pieniędzy w zabezpieczenie nyskich kamienic oraz sposoby niszczenia zabytkowej zabudowy (liny, materiały wybuchowe, spychacze). W spotkaniu brali udział przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Sztuki, władz centralnych i państwowych. Całe spotkanie opisał również Paweł Jasienica na łamach "Życia Warszawy" z 7 VI 1956 r.31.

Na zebraniu owym o zniszczeniach w zabytkowych obiektach poinformował zebranych inż. Stanisław Kramarczyk, kierownik Muzeum i Pracowni Konserwacji Zabytków (PKZ) w Nysie (wiadomo, że 9 lat studiował i gromadził materiały do odbudowy miasta). Ustalono podczas narady, że w latach 1955 - 1956, bez zgody konserwatora i wbrew prawu, rozebrano w Nysie 16 zabytkowych budowli. Reakcja MRN w Nysie po tym spotkaniu była natychmiastowa i nieoczekiwana. Do Centralnego Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków wpłynęło pismo z;6 czerwca, w którym inż. S. Kramarczyk zawiadamiał, że nakazano mu opróżnienie zajmowanego dotychczas mieszkania przy ul. Mickiewicza 5. Natomiast 29 VII 1956 r. Miejska Rada Narodowa uchwaliła w obecności przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu nakaz wysiedlenia z Nysy inż. S. Kramarczyka, ponieważ jakoby przeszkadzał w odbudowie miasta 32. Swój własny projekt opieki nad zabytkami w Nysie wysunął wówczas przewodniczący WRN w Opolu, który wyznał szczerze: "Ja bym tam długo się nie bawił, gdybym miał taki długi sznur to bym stanął na Rynku w Nysie, zakręcił silnie tym sznurem i wszystkie zabytki «zakonserwował od razu a konserwatorowi powiedział, że obiekty te wiatr zwalił 33.

Decydentom z Opola i Nysy przyszło (można tak powiedzieć) z pomocą Ministerstwo Gospodarki Komunalnej, które wydało rozporządzenie, aby w trzecim i czwartym kwartale 1956 r. Nysa dostarczyła dalszych 3700 tys. cegieł zamiast 2700 tys. nakazanych poprzednio. Aby je spełnić musiały paść następne domy. Postępowanie władz Nysy i Opola nie było zresztą odosobnione. Wiceprzewodniczący WRN we Wrocławiu postanowił stworzyć komisję, która także typowałaby zabytki do rozbiórki. Centralny Zarząd Muzeów wysłał pismo z protestem, że takie działanie jest bezprawne, ale Prezydium uchwaliło projekt wiceprzewodniczącego. Warszawa wysłała 12 kwietnia pismo do Wrocławia zabraniając rozbiórki kościoła w Lubaniu Śląskim, ale wiceprzewodniczący WRN - Jaśkiewicz przetrzymał pismo w biurku i dał je konserwatorowi dopiero 20 czerwca, gdy kościoła już nie było 34.

Po artykułach Pawła Jasienicy, Ryszarda Ergetowskiego i Kazimierza Kopaczyńskiego w kwestii ochrony zabytków zainteresowani podzielili się na dwa obozy. Ukazujący się na Opolszczyźnie dziennik "Trybuna Opolska" wstawiał się za ówczesnymi decydentami, argumentując, że "każdy pręt czy cegła to nie zabytek" i, że "przy tym tempie miasta nie odbuduje się i za sto lat". Redakcja przyznała jednak, że Nysa nie miała i nie ma stałej rady naukowo-badawczej, która by rzeczowo i historycznie uzasadniając ustaliła, co powinno być odrestaurowane, a co usunięte. Miasto nie miało planu urbanistycznego. Odpowiednie służby zaś nie dbały, aby szabrownicy nie zrywali blach z teatru oraz by nowe ściany nie były wbudowywane w stare, zawilgocone i zagrzybione 35.

Miejska Rada Narodowa w Nysie ustosunkowała się do drugiego artykułu Pawła Jasienicy, twierdząc, że głównym winnym był inż. S. Kramarczyk, ponieważ gdyby nie on "to Nysa byłaby szybciej odbudowana". Prezydium MRN w 1954 r. samo opracowało plan odbudowy zabytków do 1960 r., uwzględniając odbudowę i zagospodarowanie większości zabytkowych obiektów. Centralnemu Zarządowi Muzeów zarzucono natomiast, że "ogranicza się tylko do mówienia i pisania o zabytkach, zamiast starać się poważnie o kredyty na odbudowę". Miejska Rada Narodowa wysłała (11 VIII) pismo do premiera Józefa Cyrankiewicza, w którym domagała się ukarania Pawła Jasienicy. Również Rada zaprzeczyła chęci wysiedlenia inż. S. Kramarczyka, przyznała się jedynie do chęci przeniesienia go do innego PKZ. W tym samym czasie wydarzył się inny incydent z inż. S. Kramarczykiem świadczący o nastawieniu do niego miejscowych władz i ludzi im podległych. Po przyjeździe z Opola, inżynier w towarzystwie byłego starosty Wincentego Karugi udał się do odbudowywanego właśnie kościoła św. Jakuba. Po lustracji obiektu inż. S. Kramarczyk nakazał wstrzymać odbudowę, na co jeden z robotników wylał mu na głowę wiadro wody z cementem 36.

W pierwszym i drugim kwartale 1956 r. wywieziono 47600 m 3 gruzu. Usunięto by prawdopodobnie więcej, ale wyeksploatowany tabor mechaniczny był przyczyną ciągłych przestoi. Całkowicie odgruzowano kwartały ulic: Kramarska-Rynek Solny – Tkacka – Miarki – Grodzka - Biskupa Jarosława-plac Kościelny i w 60% kwartał zamknięty ulicami: Matejki – Krzywoustego - Chopina. Z nakładów miejskich odgruzowano Rynek i plac koło kościoła św. Jakuba, oficyny przy ul. św. Piotra i Prudnickiej 5. Dnia 28 VIII 1956 r. zatwierdzono do rozbiórki następujące obiekty: Bielawska 1,9,11,13,45,47, Bracka 1Wrocławska 27, Tkacka 15, Grodkowska 21, Kościuszki 22. Ogółem w pierwszym półroczu (1 I- 31 VIII 1956 r.) uzyskano 1040,4 tys. sztuk cegły całej, 3813,5 tys. sztuk ułamkowej. Do składnicy złomu odprowadzono 158440 kg złomu stalowego i żeliwnego, 81,5 kgmiedzi, 85 kgmosiądzu, 212 kg cynku, 27 kg ołowiu, 44 kg aluminium, 800 kg blachy. Sprzedano ponad 340 sztuk cegły szamotowej, 84,5 tys. kamienia, 50 m 3 drzewa opałowego 37.

Finał zniszczenia zabytkowych kamienic w śródmieściu był taki, że mimo oddania sprawy do prokuratora, nikt nie odpowiedział sądownie. Powiązani z miejscowymi władzami ludzie, zrobili kokosowe interesy na rozbiórkach, chodzili na wolności- i żyli- wygodnie w Nysie. Inżynier S. Kramarczyk w nagrodę za 15 lat pracy został zwolniony) bez wypowiedzenia. Uznano tę decyzję za słuszną, bo jak powiedział na sesji MRN w Nysie (2 VI 1956 r.) przewodniczący WRN z Opola - "historycy sztuki to głupcy, którym nie wiadomo, za co się płaci" 38.” ,,Po wywiezieniu gruzów i wyrównaniu terenu, przez parę lat śródmieście było ogromnym placem porośniętym trawą, na którym stały pojedyncze obiekty. Zabudowywanie tego placu rozpoczęto dopiero z początkiem lat sześćdziesiątych. Budynki były inne, podobne do siebie. Zachowano natomiast dawny układ ulic i placów.” „Proces niszczenia Nysy, można powiedzieć, został rozłożony na raty. Pierwszych zniszczeń doznało miasto podczas bombardowań przez lotnictwo Armii Czerwonej w czasie operacji opolskiej. Następnych dewastacji dokonały wojska niemieckie, wysadzając przed swoim wycofaniem się zakłady przemysłowe i magazyny ze środkami zaopatrzenia dla załogi miasta-twierdzy. Potem niszczyły miasto walki na jego przedpolach i ostrzał artyleryjski. Po zajęciu miasta przez armię radziecką podpaleń dokonywali jej żołnierze i dywersanci Volkssturmu. Po 9 maja 1945 r. dołączyli do nich Polacy, aby ukryć ślady szabru. To, co ocalało z miejskiej zabudowy zaczął już burzyć w ograniczonym zakresie Zarząd Miejski. Totalne burzenie jednak rozpoczęło się dopiero za kadencji Prezydium MRN, za zgodą i z inicjatywy ministerstw i urzędów centralnych."kościół Garnizonowy Nysa

Warto przypomnieć dalsze dzieje kościoła Garnizonowego z Wyspy Młyńskiej, o który tak ,,troszczył” się radny Kanicki. Jak  nietrudno zgadnąć, podzielił on losy innych budowli Nysy. Pewnym novum jest to, iż do znalezienia pretekstu jego rozbiórki włączono organa bezpieczeństwa. Starsi mieszkańcy miasta pamiętają zapewne wywieszenie flagi narodowej w dniu trzeciego maja na wieży tego kościoła. Zapewne byłby to i czyn w owym czasie wielce chwalebny, gdyby nie fakt, że przynajmniej jednym z uczestników tej operacji był milicjant z tutejszego posterunku. W proces niszczenia miasta, jak widać, włączono wszystkie siły i środki, z prowokacją włącznie.

Osobnym pytaniem jest - na ile organa bezpieczeństwa same uwikłane były w ten proceder. Być może były nim zainteresowane. Aresztowanie w Nysie 17 września 1947roku dowódcy oddziału AK na Zamojszczyźnie, Kawalera Orderu Virituti Militari V klasy, cichociemnego, majora Hieronima Dekutowskiego ,,Zapory” oraz ostatnich dowódców Polski Walczącej wskazuje na wysoką aktywność nyskiej placówki i jej specyficzne zadania.

Major Hieronim Dekutowski ,,Zapora” zamordowany 7 marca 1949 roku strzałem w tył głowy na mocy wyroku skazującego, ubrany w mundur niemiecki, miejsce pochówku nieznane.

Innym pytaniem pojawiającym się w wyniku zestawienia dokumentów dotyczących materiałów uzyskanych z rozbiórki jest pytanie - ile srebra i innych metali szlachetnych pozyskały ekipy rozbiórkowe i przekazały do skupu w wyniku dokładnego rozebrania niedawno jeszcze zamieszkałych dzielnic?. Trudno doszukać się w dokumentach odpowiedzi na tak postawione pytanie. Brak również odpowiedzi na pytania o losy dzieł sztuki sakralnej, świeckiej, o księgozbiory, zbiory muzealne, zbiory prywatne, zabytkowe meble, i tym podobne ,,drobiazgi”.

Poznając losy miasta trudno jednocześnie oprzeć się refleksji i nie zadać tu pytań - ilu takich, ,,radnych” Kanickich znajduje jeszcze miejsca w ławach rajców?. Czy przyjdzie czas, że dla tego typu myślenia nie będzie miejsca w gremiach, mających wpływ na losy społeczności lokalnej?

Jako zupełnie inna osobowość jawi się postać lwowianina z pochodzenia, inż. Stanisława Kramarczyka, kierownika Muzeum i Pracowni Konserwacji Zabytków w Nysie, skazanego w jego nowym mieście, Nysie, na zapomnienie i na wymazanie z kart historii. To jedna z nielicznych postaci tamtego okresu, widząca Nysę jej pięknem i doceniająca jej wartość. Był to człowiek, któremu miasto zawdzięcza uratowanie z rąk barbarzyńców resztek dorobku kulturowego wieków. Ocalenie świadectwa wielkości i geniuszu umysłów, świadectwa kunsztu dawnych mistrzów i twórczej pracy ludzkich rąk. Człowiek rozmiłowany w pięknie i historii, pełen szacunku i zrozumienia dla wartości, jakie historia niesie dla potomnych. Zbierający skrzętnie rozłupane klejnoty pokoleń.  Człowiek, starający się zachować ocalałe fragmenty detali architektonicznych, by przekazać je następcom jako ślady nieprzemijających wartości piękna. Skromne ślady tych poczynań zachowane zostały do dziś w Ognisku Plastycznym i w jego piwnicach. Trudno jednak doszukać się wśród nich alegorycznych postaci nyskich cnót z Domu Wagi, mimo że personifikacje te zostały odnalezione wśród ruin. Jedynie cynicznie pozostawiono społeczności miasta personifikację sprawiedliwości, pozbawiając ją uprzednio jej atrybutu - miecza. Co zatem uczyniono z pozostałymi rzeźbami z tej budowli – wiarą, nadzieją, miłością? Czy podzieliły ich los umiar, siła i mądrość? Jaki spotkał je los? Zapewne zaprzepaszczono je z premedytacją , niwecząc tym samym i blokując starania o przywrócenie dawnego blasku temu obiektowi.Nysa ruiny miasta

Człowiek, starający się zachować ocalałe fragmenty detali architektonicznych, by przekazać je następcom jako ślady nieprzemijających wartości piękna. Skromne ślady tych poczynań zachowane zostały do dziś w Ognisku Plastycznym i w jego piwnicach. Trudno jednak doszukać się wśród nich alegorycznych postaci nyskich cnót z Domu Wagi, mimo że personifikacje te zostały odnalezione wśród ruin. Jedynie cynicznie pozostawiono społeczności miasta personifikację sprawiedliwości, pozbawiając ją uprzednio jej atrybutu - miecza. Co zatem uczyniono z pozostałymi rzeźbami z tej budowli – wiarą, nadzieją, miłością? Czy podzieliły ich los umiar, siła i mądrość? Jaki spotkał je los? Zapewne zaprzepaszczono je z premedytacją , niwecząc tym samym i blokując starania o przywrócenie dawnego blasku temu obiektowi.

Komu więcej powierzono od tego więcej wymagać będą.

Powinnością gospodarzy miasta jest dbanie o jego rozwój, o dobro wspólne. To służba lokalnej społeczności. Od urzędnika państwowego szerszego poglądu na sprawy wymagać należy. Wojewoda, jako włodarz, ma obowiązek widzieć dalej i szerzej.  Ma obowiązek stawać w obronie przyszłości mieszkańców ziemi, którą mu powierzono. Temu zadaniu administracja w Opolu nigdy nie sprostała, gdyż  widziała  granicę swych włości tylko do granic Przesieki Śląskiej, kresu swej dzielnicy Opolsko Raciborskiej. Czy zatem godna jest tego, by zwać ją wojewódzką?

Odpowiedzialność za kataklizm, który spadł na miasto, będące klejnotem śląskich miast; odpowiedzialność za starcie Śląskiego Rzymu z map i wymazanie go z kart dorobku kulturowego wieków; odpowiedzialność za odebranie możliwości istnienia i rozwoju, Nysie i innym miastom, ponosi organizator tego procederu PRL i  jego reprezentanci: począwszy od urzędników szczebla lokalnego poprzez szczebel wojewódzki i centralne urzędy tego państwa.

Do ogólnie znanych zdjęć miasta, prezentowanych w publikacjach związanych z Nysą, a przedstawiających jego stan po zakończeniu działań wojennych w roku 1945 należy podchodzić z dużą rezerwą. Mamy bowiem do czynienia z manipulacją i fałszerstwem, mającym ukryć poczynania władz. Większość tych zdjęć wykonana została bowiem po roku 1950 i została antydatowana na potrzeby propagandy.

Nyski Rynek 1

 

 

 

 

Nyski Rynek 2

Nysa
Nyski Rynek Nyski Rynek 4

Nysa klejnot śląskich miast

Śląski Rzym

 

A.D.2007 IN NISSA

Bibliografia:

T.Foltyn: Zniszczenie zabytkowego śródmieścia Nysy”, Materiały, Śląsk Opolski, 2000 nr 2(39)

„PRZYPISY

  1. Archiwum Państwowe w Opolu, były Oddział w Nysie, nr zespołu 95: Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Nysie (dalej: PMRN), sygn. 1 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, 1950. (Uwaga! Podane sygnatury odnoszą się do stanu za rok 1997).
  2. Dowodem są również zdjęcia. W wielu publikacjach zdjęcia z początku lat pięćdziesiątych wykonane przez inż. S. Kramarczyka były przedstawiane jako te z 1945 r., a efekty rozbiórek jako konsekwencja zniszczeń wojennych.
  3. PMRN, sygn. 7 - Protokoły z posiedzeń sesji MRN w Nysie, 1952.
  4. PMRN, sygn. 5 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 1, 1952; Kronika miasta Nysy, "Nowiny Nyskie" 1993, nr 37.
  5. PMRN, sygn. 6 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 1, 1951.
  6. PMRN, sygn. 4 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 2,1951.
  7. PMRN, sygn. 5.
  8. PMRN, sygn. 4.
  9. PMRN, sygn. 9 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 3,1952.
  10. PMRN, sygn. 116 - Sprawozdania z działalności MRN, Prezydium i,1952. jednostek oraz komórek organizacyjnych, t. 2,1951-1952.
  11. Tamże.
  12. PMRN, sygn. 218 - Miejski Oddział Rozbiórkowo - Porządkowy - sprawozdania 1952-1953.
  13. Tamże.
  14. PMRN, sygn. 15 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 2,1953.
  15. PMRN, sygn. 19 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 1, 1954.
  16. L.. P r o rok, Nysa wstaje z ruin, "Wrocławski Tygodnik Katolicki" 1954, nr 3, s. 9.
  17. R. E r g e t o w s k i, K. K o p a c z y ń s k i, Kiedy historię miasta kończy prokurator, "Nowe Sygnały" 1956, nr 3, s. 3.
  18. PMRN, sygn. 107 - Sprawozdania z działalności MRN, Prezydium i jednostek oraz komórek organizacyjnych za rok 1954.
  19. PMRN, sygn. 21 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 3,1954.
  20. PMRN, sygn. 26 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 2,1955.
  21. PMRN, sygn. 55 - Protokoły z posiedzeń sesji MRN w Nysie, t. 1,1956.
  22. P. J a s i e n i c a, O zbyt gorliwych włodarzach, "Nowa Kultura" 1956, nr 24, s. 3.
  23. PMRN, sygn. 28 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 3,1954.
  24. J a s i e n i c a, O zbytgorliwych ...
  25. J.S z c z a w i ń s k a, Zielona perła Śląska, "Nowiny Nyskie" 1956, nr 7.
  26. E. P o c h roń, Gęsi nie uratują "Śląskiego Rzymu", "Odra" 1957, nr 2/3, s. 16-17.
  27. Er g e t o w s k i, K o p acz y ń s k i, Kiedy historię ... ; P o c h roń, Gęsi nie ... ; S. G r z e l e c k i, Lilie w herbie - stęchlizna w atmosferze, "Życie Warszawy" 1956, nr 14.
  28. PMRN, sygn. 57 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 1, 1956.
  29. J a s ie n ic a, O zbyt gorliwych ...
  30. Tamże.
  31. P. J a s i e n i c a, Praworządność a zabytki, "Życie Warszawy" 1956, nr 161. 3
  32. Tamże.
  33. Tamże.
  34. Tamże.
  35. J .O p o l s k i, Noblesse oblige ikłopoty, "Trybuna Opolska" 1956, nr 177.
  36. 36 PMRN, sygn. 56 - Protokoły z posiedzeń sesji MRN w Nysie, t. 2, 1956; G r z e l e c k i, Lilie w herbie ...
  37. PMRN, sygn. 59 - Protokoły z posiedzeń Prezydium MRN, t. 3, 1956.
  38. P o c h r o ń, Gęsi ..."

Materiał opracowano na podstawie analizy archiwaliów, wspomnień mieszkańców autochtonicznych, robotników przymusowych z Nysy i okolic oraz mieszkańców zasiedlających Nysę w pierwszych latach powojennych.

Powrót do menu